sobota, 29 kwietnia 2017

Od Florianne

- Wyglądasz inaczej niż wówczas, gdy cię ostatnio widziałam. - stwierdziła Myrcelle, siadając na samym brzegu drewnianego zdobionego stołka. Moja siostra prezentowała się jednak tak samo, jak zawsze: nienaganna wyprostowana postawa, włosy w fantazyjnej fryzurze i aksamitna błękitna suknia. Spojrzałam na jej odbicie w lustrze, przed którym siedziałam, zakładając mą biżuterię.
- Doprawdy? - mruknęłam, z powrotem skupiając wzrok na swym zajęciu - Ostatnio widziałaś mnie lata temu, nic więc dziwnego w twym wrażeniu.
- Nie, nie. - ciągnęła siostrzyczka swym łagodnym głosem - Jesteś bardzo inna. Dużo... mroczniejsza? Gdy ostatnio byłaś u nas, w naszym dworku w Haramshiral...
- Och, kiedy to było, Myrcelle. - przerwałam wymijająco - Byłam młodsza, a i ty miałaś nie więcej niż dwanaście lat. Zaiste, że ludzie się zmieniają. Wizerunek powinien budzić... szacunek. Zarówno służba, jak i goście powinni wiedzieć, komu nie warto wchodzić w drogę.
- Rozumiem. - dworskie maniery nakazywały mej siostrze nie wdawać się w dyskusję z damą. W spokoju założyłam błyszczący kolczyk na mym prawym uchu, po czym wstałam i odwróciłam się w stronę mego gościa.
- Czy pani matka oraz Vivienne przebywają w przydzielonej wam komnacie, czy mam ich szukać gdzie indziej? - zapytałam, złączając dłonie za swoimi plecami. Mój ojciec, lord Bastien, nie był w stanie przybyć w odwiedziny do swej córki ze względu na domniemane sprawy majątkowe. Nie miałam mu tego zbytnio za złe; wiedziałam w końcu, co oznacza należenie do szlachty. Dużo wyrzeczeń. Dużo zagrożeń. Kto wie, czy nawet nie więcej, niż w przypadku prostych chłopów?
- Zdaje się, iż jedzą teraz śniadanie. - orzekła Myrcelle, podążając za mną.
- Nie będę im zatem przeszkadzać. - odparłam niezwłocznie, nie zwalniając kroku - Przekaż im, że spotkamy się wieczorem. Dzisiaj, zdaje się, mam sporo pracy do zrobienia.
- W porządku, siostro. - dziewczyna skinęła głową i opuściła mnie, kierując się szerokim korytarzem w swoją stronę. Nasze stosunki zdecydowanie się ochłodziły, ale musiałam się z tym liczyć. To za długi czas rozłąki, byśmy były takie same. No i żyjemy w innych światach, czyż nie?
Podążyłam w stronę sali narad. Sytuacja w kraju była dosyć wyjątkowa, gdyż bunty nieco się nasiliły - początkowo przygaszeni, biedacy powstali z jeszcze większym rozmachem. Trzeba było podjąć odpowiednie działania, by ich uciszyć... Wiedziałam jednak, jakie plany będzie miał król Belami.
- Powinniśmy ich bezzwłocznie znaleźć i zawlec przed sąd, by otrzymali najsurowszą karę! - orzekł władca dobitnie, gdy ja oraz komendant Alistair, drugi doradca, weszliśmy do pomieszczenia. Usiadłam na bogato zdobionym krześle, a komendant obok.
- Nie jestem pewna, czy pokaz wojsk grabiących tę wieś sprostałby zadaniu. - odparłam ze spokojem, spoglądając na mapę rozłożoną na stole - Tym bardziej, że stalowy mur bezpiecznie dzieli nas od tych dzikusów. Jeżeli tak brutalnie stłumimy te zamieszki, nie będzie to efekt długotrwały. Kto wie, czy wpływowa szlachta tutaj, na Wschodzie, również się od nas nie odwróci? Koniec końców, praca chłopów napędza ich skarbiec. Me znajomości mogą nie pomóc, jeżeli sprawa przyjmie taki obrót.
- Lady de Chalons, śmiem dodać... - zaczął komendant Alistair swym zachrypłym głosem, przerwał mu jednak głośny dźwięk otwieranych drzwi. Wszystkie trzy pary oczu zwróciły się w stronę hałasu. Ujrzawszy księcia Christiana, wstałam z krzesła i ukłoniłam się delikatnie, co uczynił również komendant.
- Czy Wasza Czcigodność chciałaby dodać coś od siebie w tej sprawie? - zapytałam, zanim zirytowany król zdążył skomentować przybycie syna - Omawiamy właśnie temat buntów. Z chęcią wysłuchamy twej opinii, książę.
Z początku dziwacznie było mi się zwracać do mego rówieśnika w ten sposób, lecz z biegiem miesięcy jakoś do tego przywykłam. Nie mogłam pozwolić sobie na gniew króla ani jego potomków, w końcu za długo pracowałam na mą obecną pozycję społeczną.

Christian? :3
Może nie tak fantastyczne, jak tego pragnęłam, no ale cóż XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz