- Wynocha! Jestem nago! - krzyknęłam, a on dalej stał w drzwiach rozchylając je trochę by wartownik stojący przy nich mógł sobie popatrzeć. Oczywiście, że patrzył, zmierzyłam go wzrokiem i nagle miał coś do załatwienia więc poszedł w inną stronę z pomidorem na twarzy. Spojrzałam teraz na brata, który śmiał się cicho zasłaniając buzię dłonią.
- Śmieszne - powiedziałam i rzuciłam w niego obcasem, ten złapał go i spojrzał na czarne szpilki udając zainteresowania, wpatrywał się przecież w cudo świata. Westchnęłam i odwróciłam się do niego idąc w kierunku łazienki zła na brata.
- Siostrzyczko, tyle razy widziałem Cię nago - rzekł i wszedł zamykając drzwi. Szedł za mną, do łazienki też za mną poszedł bo tak. Weszłam do kabiny prysznicowej, a brat stał w wejściu.
- Nie odchodź jak będę władał. Znajdź sobie kogoś, zamieszkaj w zamku i zostań przy mnie. Nie chce Cię stracić siostrzyczko - powiedział patrząc na mnie pustym wzrokiem. Nałożyłam na swoje ciało żel pod prysznic i szybko go zmyłam.
- Zostanę ale nie znajdę sobie nikogo. I dobrze o tym wiesz - odpowiedziałam i mrugnęłam do niego mimo iż przez szkło kabiny nie było tego widać.
~~~~ ** ~~~~
Zapukałam do gabinetu ojca, a gdy usłyszałam doniosłe "proszę" weszłam do pomieszczenia. Bellami siedział w swoim fotelu i patrzył zza okno, miął zainteresowany wyraz twarzy.
- Ojcze - powiedziałam i skłoniłam się mu tak nisko i tak godnie jak tylko umiałam.
- Córko, podejdź - rzekł nawet nie interesując się moim czynem.
- Wezwałeś mnie - odpowiedziałam i podeszłam do niego, stanęłam tuż obok fotela, przed nim jednak tak by nie zasłaniać mu widoku zza oknem.
- Pójdziesz do naszych strażników, przećwiczysz ich, a niepotrzebnych zabijesz. Dziś już tam pojedziesz - powiedział i dotknął lekko swoim popękanymi wargami kieliszka z winem i upił go trochę.
- Dobrze ojcze - rzekłam i skinęłam głową na znak zgody.
- Odejdź - powiedział jedynie i znów upił czerwonej cieczy.
- Miłego dnia ojcze - rzekłam jedynie, ukłoniłam się i wyszłam z gabinetu.
- Kurwa, muszę jeszcze tych osiłków uczyć walczyć i pilnować porządku, nosz kurwa jeszcze czego. Czego nie może zrobić tego Christian? - mówiłam sama do siebie zła, a wręcz wściekła, wiedziałam jednak, że nie mam nic do gadania i po prostu poszłam do swojego pokoju by się spakować. Weszłam do pomieszczenia i od razy chwyciłam czarną torbę. Spakowałam w nią tylko bat, pistolet i dokumenty. Wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi i ruszyłam na zewnątrz gdzie już czekał na mnie czarny samochód, wsiadłam do niego i powiedziałam gdzie ma jechać.
~~~~ ** ~~~~
- Dobra nie obchodzi mnie to czemu tutaj jesteście. Czy was zmusili czy z chęci, nie wnikam i wnikać nie chce. Oczekuje jednego! Posłuszeństwa, chyba wiecie kim jestem i co mogę wam zrobić - powiedziałam.
- Nie ty. Twój ojciec - przerwał mi jakiś chłopak, spojrzałam na niego wściekła, że mi przerwał.
- Mylisz się, a teraz dziesięć kółek dokoła budynku. Macie dwadzieścia minut - powiedziałam i klasnęłam w dłonie. Chłopak, który zwrócił mi uwagę biegnąc walnął mnie z barku.
- Kurwa ty robisz piętnaście - rzekłam i wskazałam na niego.
Jim? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz