- Nic Ci nie jest? - zapytałem, a ten spojrzał w górę.
- Nie... ch-hyba- powiedział i podniósł się z ziemi jednak od razu upadł na nią nieprzytomny. Kurwa... zszedłem z konia i podbiegłem do niego. Usiadłem obok niego i położyłem jego głowę na swoich kolanach. Mogło mu się coś stać, a na zachodzie nie ma dobrych lekarzy. Kurwa do granicy jest dziesięć minut jazdy konnej, a do zamku kolejne dziesięć.
- Kolego musisz wytrzymać - powiedziałem i wziąłem go na ręce bez trudu. Posadziłem na konia i sam na niego wsiadłem. Chłopak siedział przed mną oparty o mnie, trzymałem go i wodzę. Dałem koniowi łydki i ruszył, przeszedłem od razu do kłusa i ruszyłem w kierunku granicy.
~~~~ ** ~~~~
- Zabierz konia do boksu - nakazałem stajennemu, który skinął tylko głową i zabrał konia. Wziąłem chłopaka na ręce i ruszyłem w kierunku zamku. Wszedłem do budynku i od razu skierowałem sie w stronę skrzydła szpitalnego. Chłopa nadal się nie budził co mnie lekko obawiało. Mimo iż go nie znałem to był moim poddanym i martwiłem, się o każdego jednego człowieka. Wszedłem do pomieszczenia i położyłem go na łóżku.
- Zajmijcie się nim i poinformujcie mnie kiedy się obudzi - powiedziałem, a pielęgniarki od razu do niego podeszły.
- Co się stało książę? - zapytała jedna z nich.
- Uderzył się i zemdlał - powiedziałem i wzruszyłem ramionami. Dopiero teraz zobaczyłem iż chłopak jest bardzo przystojny i mógłbym go brać tu i teraz na tym łóżku. Rozbierałem go powoli wzrokiem.
- Musisz wyjść książę - powiedziały, a ja skinąłem głową i wyszedłem.
~~~~ ** ~~~~
Przyszedłem do chłopaka po dwóch godzinach obowiązków czyli papierkowej roboty, którą zawsze dawał mi ojciec. Nigdzie mnie nie wysyłał tylko dawał mi te cholerne papiery. Wszedłem do skrzydła szpitalnego i podszedłem do wybranego pokoju gdzie leżał chłopak. Byliśmy sami... podobało mi się to. Stanąłem obok jego łóżka i schyliłem się nad nim. Zacząłem całować jego szyję robiąc mu kilka malinek.
- Przy mnie będziesz bezpieczny - szepnąłem mu do ucha i odsunąłem się od niego.
William? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz