Spędzałam wolny czas akurat przy stole delektując się delikatnym
śniadaniem zapuszczona w świat książek. Usłyszałam mocny huk obijających
się drzwi, nie zareagowałam strachem lecz z spokojem i niezrozumieniem.
Matka przyszła rzucając kartką o stół przed moją głową. Oparła się i
spojrzała na mnie.
-Co sie stało? - spytałam, podniosłam kartkę.
-To jest akt śmierci Herion,a. Został niedawno znaleziony, pochodził z
stąd. Trzeba się dowiedzieć kto go zabił, nie ma co skrywać, w mieście
zaczyna się robić bałagan. To już nie pierwszy raz kiedy złodziej nam
umyka. - rzekła stanowczo.
-Spokojnie mamo... - gdy powiedziałam te słowa, z agresją zareagowała.
-Generałowa Helestio! - krzyknęła uderzając o stół. - Tyle razy cię
proszę! - oznajmiła. Po czym wyszła... wiem że matka miała we mnie
nadzieje i dobrze wiedziała że nie zawiodę. Tylko czasem czułam brak
zainteresowania i miłości... jednak coraz rzadziej. Najcięższe zadanie
zostawiała zwykle mi. Przejrzałam ostatnie raporty, mężczyzna został
zabity z tej samej broni co poprzednie niewyjaśnione morderstwa. Gdzieś
już widziałam okolice tych narzędzi. Po małych tropach wiedziałam gdzie
się udać. Wzięłam ze sobą dwóch strażników, parę papierów i oczywiście
nałożyłam swoje ulubione narzędzie na rękę. Schowałam ostrza by
wyglądało jak zwykła ozdoba.
~~~~ ** ~~~~~
Wyruszyłam do miejsca w którym aż roiło się od hańby i honoru. Gdy
tylko otworzyłam bramę, już czułam te zanieczyszczone powietrze
zepsutych istot. Bramy za mną się zatrzasnęły, szlam w pierwszej linii, u
boku mając dwóch fizycznie potężnych mężczyzn. Czułam na sobie wzrok
biednych ludzi którzy pracowali za marne grosze, ich wygląd aż obrzydzał
mnie. Słyszałam szepty, nikt nie odważył się wejść mi w drogę,
niektórzy chowali swoje potomstwo popędzając je do domu. Mnie
interesowała tylko jedna miejscowość. Sprawdziłam parę razy na kartce
czy to te współrzędne mi podali. Gdy byłam pewna, zapukałam. Usłyszałam
małe szepty przez cienkie drzwi po czym otworzyła nieco wyższa ode mnie
dziewczyna. Miała ogolone połowę głowy, co w sumie dawało dość ciekawy
efekt, a twarz mierzyła masę tapety. A jej oczy chwilowo wzbudziły we
mnie dziwne uczucie, ocknęłam się po chwili.
-Przeszkadzamy? - spytałam potrząsając głową układając przy tym grzywkę.
-Owszem - rzekła opierając się nie zdając sobie żadnej sprawy ani zainteresowania.
-Jak mi przykro... - oznajmiłam po czym weszłam do mieszkania.
-Co ty se myślisz.. - rzekła nieco po cichu.
-Mam nakaz przeszukać mieszkanie, panno ... - spojrzałam w papiery.
-Hafetesona - rzekłam,
-Nic nie znajdziecie, - zaśmiała się.
-To się jeszcze okaże. Zostałaś oskarżona o morderstwo, jak zgaduje...
nie jedno... - Stanęłam dumnie i pewna siebie przy jej twarzy... no
prawie.
-Pani Generał, proszę zobaczyć co znalazłem. - rzekł jeden z strażników.
-Generał? - zdziwiła się dziewczyna, jakby chciała mnie wyśmiać. Wiem że byłam nieco młoda..
-Zastępczyni. Z takiej broni został zabity nijaki pan Herion. Jak sie z tego wytłumaczysz? - zapytałam.
-Wiele osób ma takie bajery. - zignorowała.
-Idziesz z nami. - rzekłam stanowczo.
-Niby gdzie? - pyskowała.
-Zabieram cię do komendy gdzie tam będą ukazane twoje dawne losy a sąd zadecyduje o twojej winie - uśmiechnęłam się.
-Nic więcej tu nie ma. - oznajmili.
-Świetnie. Zapraszamy.. - rzekłam po czym rozkazałam by wyszła z mieszkania.
Hafetesona?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz