piątek, 5 maja 2017

Od Alexandra CD Angeliki

- To moja wina - powiedziałem, dosyć zmartwiony. To ja powinienem go przytrzymać, a nie ona. Przecież mogłem się domyślić, że kot z ulicy najpewniej nie będzie zadowolony z kąpieli. Kiedyś musi się przyzwyczaić.
- Nic się nie stało przecież. - Spokojnie wzruszyła ramionami i spojrzała na kota. - Masz już dla niego imię?
- Nie zmieniaj tematu, pójdę po bandaże. - Ruszyłem w stronę łazienki, gdzie w szafce trzymałem apteczkę. - Tak, to Napoleon.
- Napoleon? - zdziwiła się. - Oryginalnie.
Poszedłem do toalety i przyniosłem apteczkę. Trzeba odkazić ranę, nawet gdy jest to tylko delikatne zadrapanie. Napoleon nie był jeszcze u weterynarza, kto wie, może jest chory?
- Jestem - powiedziałem i siadłem niedaleko dziewczyny. - Mogę poprosić, abyś podała mi rękę?
- Powiedziałeś to niezwykle oficjalnie, ale dobrze, niech ci będzie.
Podała mi swoją dłoń, ostrzegłem i zalałem zadrapanie wodą utlenioną. Później okręciłem jej rękę bandażem.
- Nie jestem w tym najlepszy - wytłumaczyłem. - Ale mam nadzieję, że wszystko jest w porządku.
- Dziękuję. - Dziewczyna chwilę patrzyła na swoją rękę, po czym przeniosła wzrok na mojego kocura. Jego szylkretowe futro już wyschło, a sam siedział zadowolony na kanapie. Wziąłem go na kolana. Był niesamowicie zadowolony i odprężony. Nawet mruczał.
- Może niedługo przyzwyczai się do tego, że będzie częściej brał kąpiele. - Pogładziłem Napoleona po głowie. - Czy Demon też miewa takie humorki?
- Raczej jest spokojniejszy - pokiwała głową.
Przysiadła się obok mnie. Byłem szczęśliwy. W końcu miałem swojego pupilka. Nie jest to może kot rasowy, ale uważam, że będzie moim przyjacielem. Dokarmiam go już wiele miesięcy, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, aby go adoptować. Nie wiem, czy skłoniło mnie do tego towarzystwo Angeliki? Może...
- Już późno - usłyszałem jej głos. - Będę iść...
- Odprowadzę cię - zaproponowałem i odłożyłem Napoleona na kanapę. Spojrzał na mnie niezadowolony, ale ponownie zwinął się w kłębek i usnął.
- Naprawdę nie musisz... - speszyła się.
- Ale chcę - odparłem i ruszyłem za dziewczyną na ganek. Założyłem kurtkę i wziąłem latarkę. W końcu później będę wracał sam w ciemnościach. Wyszliśmy na ulicę. Było już pusto. Wiał zimny wiatr, ale na szczęście nie padało.
- Nie mieszkasz daleko, prawda? - zapytałem, idąc obok Angeliki.
- Jakieś dziesięć minut drogi - przytaknęła.
- To niesamowity zbieg okoliczności, że spotkaliśmy się ponownie, prawda? - zmieniłem temat.
- Kto wie - wzruszyła ramionami. - Może i tak.
- Żeby nie było, nie miałem pojęcia, że tam pracujesz - poczułem skrępowanie, ona może myśleć, że ją śledzę czy coś!
- Nawet mi to to głowy nie przyszło - uśmiechnęła się.
Resztę drogi pokonaliśmy w miłej rozmowie. Coraz bardziej lubiłem Angelikę. Była bardzo pozytywna i mieliśmy dużo wspólnego. Po jakimś czasie stanęliśmy przed jej mieszkaniem.
- To będę się żegnać - odezwałem się. - Do zobaczenia!
- Nie, poczekaj... W końcu chciałeś zobaczyć Demona, prawda? - spojrzała na mnie. - Taka okazja może się już więcej nie powtórzyć, a wiem, że chyba dasz się namówić.
- Znamy się tak krótko, a ty już mnie przejrzałaś - uśmiechnąłem się. Nie pamiętam kiedy ostatnio to zrobiłem. Zawsze starałem się być poważny i nie okazywać uczuć. Co pocznę, że przy tej dziewczynie czuję się odprężony?
- Jeśli to nie będzie ci przeszkadzać... - zacząłem. - Mogę się na chwilę wprosić do twojego mieszkania i zobaczyć twojego kota?
To bardzo źle brzmi.

Angelika?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz