czwartek, 4 maja 2017

Od Nathaniel'a CD Nike

Mój plan znalezienie sobie jakiegoś lokum spalił na panewce. Nie zdążyłem nawet opuścić posesji dziewczyny, ponieważ w momencie, gdy akurat otwierałem furkę, na poboczu zatrzymał się samochód policji. W ekspresowym tempie zawróciłem i skryłem się za kamiennym słupkiem płotu, który zakrywał mnie prawie w całości. Drzwi się samochodu się otworzyły i sądząc po dźwięku butów uderzających o ziemię z pojazdy wysiadło troje mundurowych.
Już zdążyłaby wezwać pomoc? Nie to raczej nie było możliwe... chyba, że zadzwoniła po nich przed wyjściem z domu. Wtedy mieliby wystarczająco czasu by tutaj dotrzeć, ale z drugiej strony w takim wypadku raczej nie odchodziłaby ode mnie tak szybko. Bardziej opłacałoby się jej podtrzymywać rozmowę. Co jednak dziwne mężczyźni jeszcze się na mnie nie rzucili. Wychyliłem się lekko ze swojej kryjówki by zapoznać się z sytuacją. Przy samochodzie stało trzech mężczyzn. Jeden z nich oparł się o samochód z pączkiem w ręku, a pozostała dwójka stała obok niego i zapalała papierosy. Nie wyglądali jakby szykowali się na jakąś akcję, wręcz przeciwnie byli raczej zrelaksowani. Nie mogli, więc zatrzymać się z mojego powodu. Miałem po prostu pecha. Jednak większym pechem było to, że musiałem słuchać ich rozmowy. Zaczęli ględzić o tym jak to żałośni są ludzie z zachodu... ich rozmowę przerwały jednak pierwsze krople deszczu, które po chwili przemieniły się w ulewę. Mężczyźni zaczęli klnąc i schowali się w samochodzie. Zmieniłem pozycję i usiadłem na ziemi opierając głowę o murek czekając aż usłyszę dźwięk odpalanego silnika. Nic takiego się jednak nie stało. Samochód jak stał tak stał dalej. Nie mogłem przez to stąd odejść, więc zostałem na miejscu. Deszcze dość szybko przemoczył mi całe ubranie, a ja siedziałem dalej. Miałem dwie opcje. Albo wyjść i ryzykować, że mnie sprawdzą. Albo zostać tutaj niewiadomi jak długo. Ani jedna, ani druga mi nie odpowiadała. Tyle, że przy pierwszej dodatkowo oprócz siebie mógłbym pogrążyć tą dziewczynę, buntownicy założyliby, że to jej sprawka, więc zginęłyby dwie osoby, a ja dalej nie miałem pewności czy to na pewno ona. Druga skończyłaby się zapewne chorobą, a na to nie mogłem sobie pozwolić. Każdy dzień stracony na chorobie byłby dniem, gdy moja rodzina może nie mieć jedzenia. Byłem za nich odpowiedzialny. Wstałem i uniosłem głowę ku niebu licząc na to, że mnie oświeci i wymyślę trzecią opcję.

http://dorkshelf.com/wordpress/wp-content/uploads//2014/05/Hannibal-Season-2-Episode-13-Hannibal-Rain.gif


Mogłem pójść do niej. Cóż prawdopodobnie mnie nienawidziła i również mogłaby sprowadzić strażników, ale istniał cień szansy, że dobrze to rozegram i jakoś to przetrwam. Zapewne, gdyby miała możliwość to by mnie nie wpuściła, więc nie pukając po prostu wszedłem. Jej reakcja jednak była zaskakująca. Tak, że na pierwsze słowa nie zdołałem nawet odpowiedziałem, a jedynie zerknąłem na ślady po sobie zostawione. Jeszcze dziwniejsze było jej pytanie. Od razu przez mój umysł przeszło wiele myśli dlaczego nie powinienem tego robić, ale zbyłem je argumentem, że i tak mi nie zależy.
- Niech będzie - odpowiedziałem. Dziewczyna wstała z kanapy i poszła do innego pomieszczenia. Przez chwilę zostałem sam na sam z kotem, który był niezwykle nieszczęśliwy z powodu mojego przybycia, jednak swoją uwagę nie poświęciłem jemu, a otoczeniu. Miałem trochę czasu zanim skończy. Pokój był urządzony z gustem i widać było, że to raczej ważne miejsce dla dziewczyny.
- Napatrzyłeś się już? - spytała niespodziewanie. Przeniosłem swoje spojrzenie na nią, w ręce miała parujący kubek. To niemożliwe by tak szybko zrobiła herbatę. Spodziewała się mnie? Nie to przecież nie możliwe, nawet ja tego na początku nie brałem pod uwagę.
- Szybko ci poszło - stwierdziłem. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Przygotowałam ją wcześniej.
- Spodziewasz się jakiś gości? - spytałem, w mojej głowie pojawiło się od razu czerwone światełko. Tamci strażnicy prawdopodobnie dalej stali w pobliżu... czyżby ich zaprosiła? Jeśli tak byłem znów w potrzasku.
- Nie - dziewczyna podeszła z powrotem na kanapę - Będziesz tak stał w progu?
- Nie.
- Tylko zdejmij te buty - odezwała się jej pedantyczna część. Tym razem tego jednak nie skomentowałem i po prostu je zdjąłem. Przy okazji pozbyłem się też kurtki,choć na niewiele się to zdało. Ulewa była taka, że mimo iż spędziłem na dworze wcale nie tak wiele czasu to i tak cały przemokłem, więc bluzkę też miałem mokrą.
Czy tak wystarczy? - spytałem. Dziewczyna pokiwała głową choć i tak zerknęła ze strachem na swoje meble. Wschód. Czysty wschód - Może jednak lepiej postoję - powiedziałem.

Nike?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz