Skończyły się dwa dni wolnego i czas ruszać do pracy. Każdy dzień wyglądał podobnie. Jeśli nie zajmowałem się segregowaniem jakiś papierów, to lądowałem w kuchni jako pomoc. Czasem nagle znajduję się na zakupach, innym razem coś sprzątam. Nie mam zastrzeżeń co do tej pracy. Zarabiam dużo, zazwyczaj nie pracuję fizycznie i mam wrażenie, że w ten sposób w jakimś małym procencie pomagam państwu. Jedyny minusem jest to, że muszę stawiać się o piątej rano, a wracam późno w nocy. Czasem, gdy czegoś nie dokończę, zostaję nawet do rana.
Dziś było trochę inaczej. Miałem niewiele rzeczy na głowie i pozwolono mi wyjść wcześniej. Postanowiłem jednak, że nie będę męczył się z ugotowaniem czegoś w domu. Mimo wszystko była już dwudziesta. Uznałem, że najlepszym wyjściem będzie pójście do jednego z pobliskich barów. Zjem coś na szybko, wrócę do domu i spędzę wieczór (ewentualnie całą noc) czytając książkę. Poważnie się też zastanawiałem nad adopcją kota. Wiem, że nie mam za dużo czasu, ale miło by było, gdy wrócę do domu i ktoś będzie cieszył się na mój widok. Szylkretowy kocur, którego mijam codziennie byłby idealny. Do tego kocury z takim umaszczeniem są niesamowicie rzadkie. I najpewniej bezpłodne. No cóż, tak czy siak nie planowałem mieć kociąt. Postanowione, wezmę go przy najbliższej okazji. Zawsze marzyłem o własnym zwierzątku. Mam nadzieję, że nie będę go jakoś bardzo zaniedbywał. Siedziałem zamyślony przy stoliku, że nawet nie zauważyłem stojącego obok mnie kelnera. Odwróciłem głowę i zobaczyłem... Angelikę! Byłem lekko zdziwiony, ale wstałem z miejsca i podałem jej rękę.
- Co za spotkanie, witaj - przywitałem ją. - Tutaj pracujesz, jak widzę.
Ach, głupie pytanie! Przecież widzisz, że tutaj pracuje!
- Tak - odpowiedziała. - Nie mam za wiele czasu, co zamawiasz?
Nie zastanowiłem się jeszcze. Kurde. Wybrałem pierwszą rzecz z listy i o nią poprosiłem. Zapłaciłem banknotem.
- Reszta dla ciebie - podałem pieniądze. - O której dzisiaj kończysz?
- Niedługo... - opowiedziała lekko zdziwiona.
- Przeszkadzało by ci to, abym na ciebie poczekał? - zapytałem. - Mam małą prośbę...
- W porządku. - Kiwnęła głową i odeszła. Teraz zostało mi tylko poczekać na danie. Prawdopodobnie zamówiłem zestaw z kanapką i colą. Dobre i tyle!
Nie czekałem długo. Danie przyniesiono mi szybko, jednak mi się nie śpieszyło. I tak chciałem poczekać na Angelikę. Poradzę się jej w sprawie kota, a może i jeszcze dzisiaj przyniosę go do domu. A imię... Wiem, że to kocur, chciałbym mu nadać jakieś męskie imię. Walter? Nie, nie pasuje do niego. Andrzej? Chyba nigdy bym tak nawet dziecka nie nazwał. Chlebosław? Dobrze, tak też go nie skrzywdzę. Napoleon! O, tak! Dumny kot Napoleon. Urocze, ale męskie.
Angelika podeszła do mojego stolika niedługo potem. Podziękowałem jej za to, że zechciała mi towarzyszyć. Ma ona jednego kota i wierzę, że mi pomoże.
- To o co chodzi? - dopytywała, gdy wyszliśmy z budynku.
- Kot, chodzi o kota - wytłumaczyłem. - Można powiedzieć, że mam jednego upatrzonego, ale chcę się jeszcze doradzić, czy na pewno dam sobie radę, rozumiesz, prawda? Nie jest on szlachetnie urodzony, ani nawet rasowy. Ale jakoś czuję się z tym dachowcem dziwnie związany.
Angelika?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz