- Mogę zostać, ale nie chce się narzucać. Mam w końcu swój dom. - usiadłam niepewnie na krześle
- Nie narzucasz się. W końcu sam zaproponowałem, abyś została. - także odsunął krzesło i usiadł
- Zaraz będę uciekać. Muszę iść do pracy. - oznajmiłam biorąc gryza kanapki
- Dobrze. Nie zatrzymuję.
Śniadanie minęło nam w ciszy, ale przy jedzeniu raczej się nie rozmawia. W końcu przyszła pora, aby iść. Musiałam jeszcze pójść do domu i się trochę ogarnąć, a także zostawić Joker'a. Po śniadaniu pomogłam chłopakowi sprzątnąć wszystko.
- Mam nadzieje, że się jeszcze zobaczymy. Pa. - złapałam za smycz i otworzyłam drzwi
- Pa.
Pożegnanie Alexa nie było dość entuzjastyczne. Pomyślałam w jednej chwili, że było mu to obojętne czy idę i czy w ogóle się jeszcze kiedyś spotkamy. No, ale cóż. nie chciałam się zbytnio zaprzyjaźniać i przywiązywać. W mojej głowie kłębiło się tyle pytań co do chłopaka. W końcu musiałam się otrząsnąć i odsunęłam od siebie wszystkie myśli z nim związane, choć wiedziałam, że i tak niedługo powrócą. Po dziesięciu minutach w końcu byłam w domu. Puściłam Joker'a ze smyczy, a sama poszłam do łazienki się przebrać. Wyszłam i spojrzałam na zegarek. Ósma! Spóźnię się do pracy i szefowa będzie zła. Szybko zaczęłam się ubierać i dałam jeść Demonowi i Joker'owi. A sama szybko wybiegłam zamykając drzwi na klucz. Po dwudziestu minutach wpadłam do baru niczym strzała. Byłam trochę zmęczona i zdyszana. Poszłam za bar i od razu przywitały mnie moje przyjaciółki Alice i Kristen.
- Hej. - przytuliłam je. - Szefowa jest?
- Na szczęście nie, więc nie zauważy, że się spóźniłaś. - od razu odpowiedziała Alice
- Taki jeden mnie zatrzymał i się zagadałam. - wytłumaczyłam mniej więcej
W zasadzie mogłam im nic nie mówić. Wiem, że zaraz się będą dopytywać, ale jakbym nie powiedziała to też by się dopytywały, więc na to samo wychodzi. Dziś w pracy miałam być do dwudziestej. Niestety musiałam zostać dłużej, ponieważ wcześniej się zamieniałam z innymi. W zasadzie nigdy się tu nie nudzę. Zawsze ktoś przyjdzie i coś zamówi, ale po pracy wracałam zmęczona i od razu prawie kładłam się spać. I praktycznie tak codziennie, ale nie mam innego wyboru. Muszę jakoś zarabiać na życie. Pieniądze na drzewie nie rosną. Rano było dość mało osób. Tłok był wieczorami, ponieważ wszyscy wracali z pracy i byli głodni. Dzięki temu bar sporo zarabiał i właścicielce się dobrze powodziło. A my dostawaliśmy dobrą pensję. Zbliżała się godzina dwudziesta, a klientów wciąż przybywało. Dziś obsłużyłam ich dość sporo i dostałam napiwki. Nie były one bardzo duże, ale naprawdę wystarczające. Stojąc i przyjmując zamówienia w końcu skończyła się kolejka. Nagle usłyszałam głos kucharza, abym zaniosła to do drugiego stolika. Wyszłam zza lady i byłam już prawie na miejscu. Idąc podniosłam wzrok i zobaczyłam znajomą mi twarz. Był to Alex.
Alexander? W mojej głowie to lepiej wyglądało. ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz