czwartek, 4 maja 2017

Od Alexandra CD Angeliki

Pytanie dziewczyny lekko mnie zaskoczyło. Nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś nazwał mnie "Alex". Sam również nikomu nie nakazywałem tak do siebie mówić. Ale szczerze mówiąc, lubię jak ktoś tak na mnie woła.
- Oczywiście - kiwnąłem głową. - Aby na pewno nie chcesz spać w moim pokoju? Byłoby ci o wiele wygodniej...
- Nie nalegaj, Alex - powiedziała i ułożyła się wygodniej na fotelu.
- Dobranoc - pożegnałem się z nią i udałem do swojej sypialni, jednak wcześniej zaszedłem do łazienki. Nie lubię nie brać przed snem kąpieli.
Burza za oknem szalała. Wyjrzałem przez nie chwilę, aby popatrzeć na ulice. Były puste i ciche. Współczułem wszystkim zwierzętom, które muszą chować się przed wodą i błyskawicami. Myślami uciekłem jeszcze do swojego kociego przyjaciela. Chciałbym, aby kocur znalazł jakiegoś właściciela, a nie plątał się samotnie po ulicy. Z jednej strony jestem z nim bardzo zżyty i za każdym razem, gdy przechodzę obok niego, mam ochotę zabrać go do siebie. Z drugiej, miałbym dla niego czas tylko rano, wieczorem, w sobotę i w niedzielę. Biedak by się zanudził tutaj na śmierć. Położyłem się do łóżka. Czułem się dziwnie ze świadomością, że obca dziewczyna śpi w pokoju obok! A jeszcze bardziej z tym nietaktem z mojej strony, aby położyła się tutaj. Przekręcałem się z boku na bok. W końcu udało mi się zasnąć.
Obudził mnie budzik. Piąta trzydzieści. Lubiłem rano wstawać. Szybko go wyłączyłem, aby nie zbudził Angeliki. Wstałem i podszedłem do szafy po jakieś czyste ubrania. Wybrałem swoją ulubioną koszulę. Tą czerwoną, w kratkę. Do tego jakieś pierwsze z brzegu jeansy. Szybko się przebrałem.
Wyjrzałem ze swojego pokoju. Dziewczyna spokojnie spała, a jej pies obok. Przemknąłem cicho do kuchni. Chciałem bowiem zrobić jakieś śniadanie. Zostały mi jeszcze produkty z wczoraj. Najwyraźniej były świeże, więc postanowiłem zrobić kanapki. Wcześniej jednak połknąłem lekarstwa. Mus to mus.
Na dworze było o wiele ładniej niż wczoraj. Wyszedłem z domu, aby kupić jakieś dzisiejsze pieczywo. Piekarnia była niedaleko mojego domu. Zakupiłem chleb i kilka bułek. Kocham ich zapach i smak, gdy są świeże.
Wróciłem do kuchni. Angelika jeszcze spała, na szczęście nie zbudziłem jej. Wątpiłem, że wstaje ona o takich godzinach co ja, ale zegarek wskazywał już szóstą. Ona może by się jeszcze przespała, ale Joker jej niestety raczej na to nie pozwoli. Miałem zamiar zrobić kanapki. Lubię gotować, to jedna z tych rzeczy, która sprawia mi przyjemność.
Byłem zadowolony, gdy na środku stolika położyłem talerz ze śniadaniem. Obok niego ułożyłem dwa mniejsze talerzyki, widelce i różnorakie przyprawy, typu sól, pieprz. Nie zapomniałem też o majonezie, musztardzie i ketchupie. Nie wiedziałem co Angelika lubi jeść, więc wyjąłem wszystko co miałem. Nie było tego dużo, bo zdecydowanie, gdy wracałem z pracy, wolałem zjeść coś na mieście.
Położyłem jeszcze na podłodze miskę z jedzeniem dla psa i miskę z wodą. Angelika weszła do pomieszczenia właśnie wtedy, gdy odłożyłem na stolik kubeczki z herbatką.
- Dzień dobry - przywitałem się. - Jak się spało?
- Cześć... - weszła do kuchni. - A to...?
- Myślałem, że zostaniesz jeszcze ze mną na śniadanie, nie krępuj się. - Odstawiłem krzesło, aby mogła usiąść. - Smacznego.

Angelika?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz