- Nie zanudziłeś. Też kocham zwierzęta. - uśmiechnęłam się
Nagle zobaczyłam w oknie błysk i bardzo jasną "kreskę" na niebie. Od
razu wiedziałam, że to burza. Była dość blisko, ponieważ wydawała bardzo
głośne dźwięki. Grzmienie stawało się coraz głośniejsze.
- Nie lubię burz. - zmartwiłam się na samą myśl, że będę musiała zaraz iść do domu
- Mi tam nie przeszkadzają. - wzruszył ramionami
- Chyba już sobie pójdę. Za bardzo się rozgościłam. Na pewno masz dużo pracy, a ja ci tylko czas zajmuję. - wstałam z łóżka
- Nie przeszkadzasz mi. Fajnie jest mieć jakieś towarzystwo. - oznajmił
Nie umiałam wyczytać nic z jego twarzy. Nie wiedziałam czy w końcu mówi
prawe, że mu nie przeszkadzam czy po prostu tak mówi, aby nie robić mi
przykrości.
- Jak chcesz to.... możesz tu zostać. - skrępował się trochę kiedy to powiedział i podrapał po karku.
- Nie chcę się narzucać. Jakoś dojdę.
- Naprawdę możesz tu zostać. Prześpisz się w moim pokoju, a ja będę spał tutaj. - popatrzył na fotel stojący w "salonie"
- Żartujesz? Nie będę ci zabierać łóżka. To jest twój dom. - zmarszczyłam brwi
- To nic. Poradzę sobie.
- No dobrze. - uśmiechnęłam się
Alexander wydawał się taki miły, a jak się zawstydzał wydawało się takie
słodkie. Najprawdopodobniej po tej burzy wrócę już do siebie i nigdy
się więcej nie spotkamy. Miałam jednak nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
Podobało mi się to, że kocha tak zwierzęta. Co ja mówię? Nawet go nie
znam. Nie wiem do końca jaki jest, może tak tylko udaje? Chce mnie tylko
wykorzystać, a potem będzie udawał, że mnie nawet nie zna. Jednak nie
wydawał się taki i coś mnie ciągnęło, aby go bardziej poznać. Jestem
zadowolona, że pozwolił mi to nocować mimo, iż znamy się zaledwie
kilkanaście godzin. Szczerze mówiąc ja też nie wiedziałam jakie ma
zamiary, jednak czułam, że mi nic nie zrobi i robi to po prostu z
uprzejmości. Byłam mu za to wdzięczna. Zbliżała się godzina dwudziesta
druga i już pomału robiłam się senna. Trochę przegadaliśmy wieczoru.
Zerknęłam na okno. Na dworze nadal panowała burza i nie wyglądało na to,
aby gdzieś sobie miała iść. Było dość głośno. Wiatr szalał, padał
deszcz i głośno uderzał o dach domu. O błyskawicach już nie wspomnę.
Było jeszcze gorzej niż wcześniej. Nie wiedziałam czy w ogóle dziś
zasnę.
- Zrobiło się trochę zimno. - zaczęłam się trząść
- Przyniosę ci koc. - wstał z łóżka i powędrował do dużej szafy,
otwierając półkę i biorąc stamtąd wcześniej wspomnianą rzecz. - Proszę. -
podszedł i podał mi go
- Dziękuję. Chyba pójdę spać, ale będę spać tutaj na fotelu. - rozłożyłam się dość wygodnie i przykryłam kocem
- Wolałbym, abyś spała w łóżko, ale nie będę cię zmuszać. - ruszył w kierunku sypialni
- Alexander. - w ostatniej chwili go zatrzymałam
- Tak?
- Mogę ci mówić Alex? - uśmiechnęłam się i przytuliłam do koca czekając na odpowiedź
Alexander? To przez tego kopa od Matta piszę to opo. Dzięki, ale i tak bolało :c
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz