Wiatr zaczął wiać mi w twarz tak samo jak dym z papierosa. Zakasłałam.
- Możesz to zgasić? - warknąłem kaszląc.
Ten tego nie zrobił. Wiatr jednak był po mojej stronie. Zaczął wiać
twarz mojemu intruzowi. Ten zgasił peta zrzucając go na moją biedną,
piekną trawę. Nastąpił moim pantoflem na jego but. Ten tylko się
uśmiechnął.
- Podnieś to... - warknąłem patrząc mu w oczy.
To na pewno jest jeden z tych z Zachodniej Strefy. W Wschodniej znam
prawie wszystkich. Dobra. Muszę zdobyć jedynie imię i nazwisko i wydam
go straży. Oberwie za rzucanie petów na mój piękny trawnik! Kurde.
Użalam się nad tą zieleniną, jak narkoman nad jednym straconym listkiem z
jego plantacji maryśki.
- Co ty się tak pieklisz o ten trawnik? - spytał ze stoickim spokojem.
Jak on śmie nic nie znaczący śmieć z Zachodu mówić tak wysoko położonej
sobie ze Wschodu, że piekli się o trawę?! Nie rozumiem... Nie zaraz.
Rozumiem tych z Zachodniej Strefy. Jak czegoś nie mają, nie muszą tego
pielęgnować to tego nie szanują. Wtem znów zerwał się wiatr, a niebo
przysłoniły ciemne chmury. Niedługo będzie padać.
- Nie wiem jak ty, ale ja wracam do domu - powiedziałam obojętnie.
Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w stronę drzwi. Wtem ten chłopak Położył rękę na moim ramieniu.
- Nie. Dotykaj. Mnie - powiedziałam odwracając się i waląc go pięścią w twarz.
<Nathaniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz