- Uspokój się. Nikt Cię nie zabije. jesteś moim gościem - powiedziałem, spojrzał na mnie z przerażeniem i zdziwieniem.
- Będzie dobrze - szepnąłem, a ten niepewnie skinął głową. Odsunąłem go od siebie i dałem pielęgniarce zająć się chłopakiem.
- Jak Ci na imię? - zapytałem nie patrząc na niego tylko na widoki za oknem, które było przede mną.
- William - odpowiedział, a ja skinąłem.
- A nazwisko? - zadałem kolejne pytanie, poczułem na sobie jego wzrok dlatego ja także na niego spokojnie spojrzałem. Był zdziwiony moim pytaniem, no bo po co księciu imię i nazwisko osoby? By ją powiesić? A może spalić? Albo oddać jego rodzinie trochę pieniędzy.
- Caillte - odpowiedział, a ja skinąłem głową.
- Nie masz się czego obawiać - rzekłem patrząc mu w oczy.
~~~~ ** ~~~~
- Jak on się czuje? - zapytałem pielęgniarek.
- Lepiej już jutro może wyjść - powiedziała brunetka, a ja skinąłem głową i wszedłem do pomieszczenia.
- Twoi rodzice się o ciebie martwili dlatego kazałem ich poinformować, że jesteś bezpieczny i przy mnie. Wysłałem też niewielką sumę pieniędzy by żyło wam się lepiej - powiedziałem, a chłopak spojrzał na mnie i skinął głową z wdzięcznością.
- Dziękuje - powiedział.
- Już jutro możesz wyjść, odwiozę Cię do domu - rzekłem, a on zaprzeczył. Zmarszczyłem czoło zdziwiony jego reakcją jednak wysłuchałem jego słów.
- Wrócę sam - powiedział, a teraz to ja zaprzeczyłem.
- Gdy wyjdziesz beze mnie mogą Cię pojmać, wtedy Ci nie pomogę, odwiozę Cię do samego domu - odpowiedziałem.
William?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz