poniedziałek, 1 maja 2017

Od Nike

Powinnam w końcu coś zjeść. Od rana nic nie zjadłam, a jest już przecież grubo po 15. Wstałam z mojego łóżka odlepiając wzrok od książki. Miała skórzaną okładkę oraz lekko wypukły napis. Była na prawdę stara. Przeciągnęłam się i ruszyłam w stronę kuchni. Moje stopy, które dopiero zeszły spod kołdry dotykały teraz zimnej, drewnianej podłogi. Przeszedł mnie lekki dreszcz, po czym pojawiło się cudowne uczucie w nogach. Podeszła do lodówki, otworzyłam ją. Nic wartego uwagi. Muszę w końcu pójść do sklepu. Poszłam do mojej szafy. Wyjęłam jeden z moich standardowych zestawów ubrań. Biała sukienka w zielone paski. Do tego zielone pantofelki z klamerką. Spięłam moje rude włosy w kok. Dopięłam do nich białą kokardę. Przejrzałam się w lustrze obok. Zobaczyłam nowy pryszcz na czole. Wyciągnęłam kosmyk i szybko go zasłoniłam. Wzięłam plecak, wpakowałam do niego kilkanaście banknotów i wyszłam. Narzuciłam na siebie płaszcz i wzięłam klucze, po czym wyszłam. Zamknęłam za sobą drzwi. Przeszłam przez mój duży ogród. W powietrzu unosiła się woń róż i innych kwiatów. Wyszłam za bramkę i ruszyłam ulicą. Widziałam wiele osób. Wydawało mi się, że wszyscy patrzą na mnie krzywo. Ruszyłam szybko do sklepu. Doszłam do marketu o pięknej nazwie ''Belly-Mark''. Weszłam do niego, powitał mnie słodki dźwięk dzwonka. Kupiłam trochę wędliny, chleba, sera, masła i innych takich pierdół. Zapłaciłam i wyszłam. Wróciłam do domu, zrobiłam sobie kanapkę i wyszłam na werandę z tyłu domu. Zaczęłam zjadać mój posiłek. Rozglądałam się w ogrodzie szukając nowych pąków kwiatów. Wtem dojrzałam jakiś ruch między krzakami. Dokończyłam kanapkę. Ruszyłam w stronę krzaków. Wtedy wiedziałam, że to na pewno był jakiś człowiek.

<Ktoś, coś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz