Powinnam w końcu coś zjeść. Od rana nic nie zjadłam, a jest już przecież
grubo po 15. Wstałam z mojego łóżka odlepiając wzrok od książki. Miała
skórzaną okładkę oraz lekko wypukły napis. Była na prawdę stara.
Przeciągnęłam się i ruszyłam w stronę kuchni. Moje stopy, które dopiero
zeszły spod kołdry dotykały teraz zimnej, drewnianej podłogi. Przeszedł
mnie lekki dreszcz, po czym pojawiło się cudowne uczucie w nogach.
Podeszła do lodówki, otworzyłam ją. Nic wartego uwagi. Muszę w końcu
pójść do sklepu. Poszłam do mojej szafy. Wyjęłam jeden z moich
standardowych zestawów ubrań. Biała sukienka w zielone paski. Do tego
zielone pantofelki z klamerką. Spięłam moje rude włosy w kok. Dopięłam
do nich białą kokardę. Przejrzałam się w lustrze obok. Zobaczyłam nowy
pryszcz na czole. Wyciągnęłam kosmyk i szybko go zasłoniłam. Wzięłam
plecak, wpakowałam do niego kilkanaście banknotów i wyszłam. Narzuciłam
na siebie płaszcz i wzięłam klucze, po czym wyszłam. Zamknęłam za sobą
drzwi. Przeszłam przez mój duży ogród. W powietrzu unosiła się woń róż i
innych kwiatów. Wyszłam za bramkę i ruszyłam ulicą. Widziałam wiele
osób. Wydawało mi się, że wszyscy patrzą na mnie krzywo. Ruszyłam szybko
do sklepu. Doszłam do marketu o pięknej nazwie ''Belly-Mark''. Weszłam
do niego, powitał mnie słodki dźwięk dzwonka. Kupiłam trochę wędliny,
chleba, sera, masła i innych takich pierdół. Zapłaciłam i wyszłam.
Wróciłam do domu, zrobiłam sobie kanapkę i wyszłam na werandę z tyłu
domu. Zaczęłam zjadać mój posiłek. Rozglądałam się w ogrodzie szukając
nowych pąków kwiatów. Wtem dojrzałam jakiś ruch między krzakami.
Dokończyłam kanapkę. Ruszyłam w stronę krzaków. Wtedy wiedziałam, że to
na pewno był jakiś człowiek.
<Ktoś, coś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz