Razem z resztą strażników, według nakazów Kat pozbyliśmy się trupa. Oczywiście to mi przypadło zadanie poinformowania rodziny nieboszczyka o całym zajściu. Co było mi strasznie nie na rękę, nie chciałem oddalać się od zamku ani na chwilę, ani na krok. To naprawdę jest miejsce gdzie dobrze się czuje. Ale o ile mam tu pozostać musze wykonywać rozkazy. Zapakowałem trupa obwiniętego w jakieś szmaty, na wóz z zaprzężonym już koniem. I jak najszybszym tempem ruszyłem pod wyznaczony adres. Pędziłem na tyle szybko że trup ze dwa razy wypadł z wozu, co tylko opóźniało moją podróż, i sprawiało że całe martwe już ciało wyglądało jeszcze gorzej. Gdy nareszcie dotarłem pod wyznaczony adres, zanim zdążyłem dać znać o sobie z domu wybiegła starsza kobieta, nie tłumacząc jej nic, zrzuciłem obwiniętego trupa z przyczepy, pod jej stopy. Ta zdezorientowana zapytała:
- Co to ma być?
- Gdy pierwszy raz go zobaczyłem pomyślałem to samo. - powiedziałem wracając na miejsce kierowcy, i chcąc automatycznie odjechać.
Kobieta jednak zdążyła odsłonić materiał w który był zawinięty trup, i tym samym zobaczyła jego zmasakrowaną buzię. Upadła na kolana i zaczęła potrząsać martwym ciałem krzycząc aby wstał.
Zdążyłem już zawrócić konia z powrotem na szlag i chciałem go pogonić, ale kobieta dogoniła nas , i stanęłam mi na drodze zapłakana:
-Co się stało?! Błagam niech mi pan powie! Mam prawo wiedzieć!
W pierwszym momencie chciałem nie zważać na nią i po prostu pojechać, ale przypomniałem sobie że Katfrin kazała mi wszystko wyjaśnić. A istnieje prawdopodobieństwo że gdybym tego nie zrobił kazała by mi tu jutro wracać i ,,dokończyć zadanie".
- Pani syn podglądał księżniczkę, chyba resztę może się pani domyślić.
- To nie jest powód aby... - zaczęła krzyczeć, ale ja najzwyczajniej w świecie pogoniłem konia, a ten prawie ją przejechał.
Jeszcze przez długi czas słyszałem jej krzyki za sobą, chyba nawet próbowała mnie gonić. Co za irytująca kobieta, nie dziwo że urodziła takiego nieudacznika.
***
Następnego dnia nie musiałem długo czekać aby znów zobaczyć się z Katfrin. Ponieważ sama do mnie przyszła gdy stałem pod drzwiami jej brata.
- Ty to masz szczęście. - powiedziała bez przedłużania.
- Hm? - popatrzyłem na nią zainteresowany.
- W nagrodę za twoje ,, męstwo" - powiedziała jakby sarkastycznie. - Mój ojciec pozwolił ci zmienić pracę. Na jaką tylko chcesz.
Wiedziałem że póki co nie kwalifikuje się na doradcę lub innego wyżej postawionego urzędnika, i że mogę zostać tylko przy temacie ,,obrona i walka".
- Księżniczka sama wie gdzie bym się najlepiej odnalazł. - powiedziałem uśmiechając się szarmancko.
Ta tylko popatrzyła pytająco, nie zadając sobie nawet trudu by zgadywać, więc dokończyłem za nią.
- Oczywiście u boku księżniczki. - powiedziałem zginając się lekko, parodiując pokłon.
- Dobrze. W takim razie od dzisiaj chronisz mnie.
Podszedłem do niej blisko i chciałem złapać ją za talie jednak w ostatnim momencie przypomniałem sobie o tym co mi mówiła wcześniej i wycofałem rękę.
- A skąd księżniczka wie że właśnie o to mi chodziło, mówiąc że chcę być u Pani boku?
Znów całkowicie zlała moje zaloty wycofując się, i bez wrażenia odpowiadając:
- Bo niestety żadna inna opcja niż obrona nie wchodzi w grę. Dziwne że musze ci to uświadamiać, myślałam że jesteś na tyle inteligentny żeby znać swoje możliwości.
Uznałem że nie będę dalej próbował, widocznie nie jest dziś w humorze, a ja nie jestem dziś w humorze aby ukrywać gniew, kiedy indziej nieco się pobawię. Po chwili ciszy zapytałem:
- To co w sumie mam teraz robić?
KAT?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz