poniedziałek, 18 czerwca 2018

Od Katfrin CD Jimm'a

- To co w sumie mam teraz robić? - zapytał jakby zmieszany, a ja wywróciłam oczami. Wiedziałam, że jest niedoświadczony czy coś ale żeby takie głupie pytania zadawać?
- Twoim zadaniem jest podlizywanie się mi aż puszczę cię może dalej, a teraz szykuj się. Jedziemy zaraz załatwić pewną sprawę - powiedziałam, a on skinął głową, ruszyłam w kierunku swojej komnaty.
- Przygotuj konie - rzekłam i po chwili usłyszałam jak chłopak porusza się idą pewnie w kierunku stajni. Zastanawia mnie ile zajmie mu przygotowanie dwóch koni, nie lubię czekać dlatego niech wie, że musi się spieszyć. Szłam korytarzem i myślałam co znów zlecił mi ojciec. Weszłam do komnaty i podeszłam od razu do biurka gdzie już leżały papiery. Przeczytałam pierwszą stronę i westchnęłam już zmęczona swoim zadaniem. Trzeba skazać jakiś więźniów i wykonać karę. Czemu ja dostaje najgorszą robotę? Mój brat pewnie teraz siedzi i "wypełnia" papierki z jakaś "dziewczyną". Zdjęłam z fotela czarną pelerynę, która chroniła przed zimnem nocy. Może w ciągu dnia jest ciepło jednak gdy księżyc rozpocznie swą wędrówkę można zmarznąć. Wiedziałam, że do wioski, do której zmierzamy dotrzemy w ciągu nocy dlatego spakowałam do torby ubrania oraz pieniądze. Po drodze odwiedzimy jakiś bar i coś zjemy. Założyłam torbę na plecy i ruszyłam w kierunku wyjścia. Na zewnątrz Jim dalej guzdrał się z koniem. Mój czarny ogier jak zawsze nerwowy nie dał zapiąć chłopakowi popręgu, z którym się siłował.
- Przejdź - powiedziałam, na co mężczyzna uniósł wzrok, chyba chciał się sprzeciwić jednak ja po prostu wyjęłam popręg z jego dłoni i sama zapięłam go.
- Wsiadaj - rzekłam, a on skinął głową, odwrócił się do mnie i poprawił swój pakunek na plecach.
- Jaki cel podróży? - zapytał z uśmiechem kiedy już siedział na mojej białej klaczy. Wsiadłam na shire z lekkim trudem. No cóż mój wzrost, a wzrost tego konia to jednak wielka różnica. Złapałam za wodzę, a ogier prychnął i potrząsnął łbem. Poklepałam go po szyi i spojrzałam na chłopaka, który poprawiał strzemiona. Ja także to uczyniłam. Kiedy oboje byliśmy gotowi ruszyliśmy przez co poczułam jak ostrze mojego noża wbija się w moje udo. Syknęłam cicho i wyjęłam nóż i spostrzegłam, że ostrze było źle włożone. Przełożyłam więc broń do innego miejsca i dopiero spostrzegłam, że już wyjeżdżamy przez główną bramę. Ruszyłam więc kłusem przez co Jim na chwilę został w tyle, jednak po chwili zrównał rytm i jechał obok mnie jakby zadowolony.
- Cel naszej podróży powinien załatwiać kat, ale tak wyszło, że ja byłam pod ręką. Czyli odwalamy brudną robotę. Przyzwyczaj się - powiedziałam z cichym westchnięciem, a on skinął na moje słowa, po których mimo to uśmiech nie zszedł mu z twarzy. Ten człowiek coraz bardziej mnie zastanawia. Ale trudno nie pora na takie myśli, jaki kto jest i co tutaj robi. Teraz pora skupić się na tym, że jedziemy za mury, których szczerze nie lubiłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w jakimś łóżku. Dlatego nie zastanawiając się ani chwili pospieszyłam ogiera do galopu. Wiedziałam, że akurat te konie są wytrzymałe dlatego możemy jechać bardzo długo jednak i one potrzebują przerwy. Choć myślę, że to my prędzej się zmęczymy niż one. Planowałam tylko jednej przystanek. W mojej ulubionej gospodzie, kolacja i w drogę.
- Jeden postój, nic więcej na miejscu będziemy przed świtem - krzyknęłam w kierunku chłopaka.

Jim? Przepraszam, że takie słabe ale moje zmęczenie to jakiś hit

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz