poniedziałek, 18 czerwca 2018

Od Williama

W końcu nastał tak długo oczekiwany przeze mnie dzień tygodnia. Sobota. Mimo, że jakoś bardzo nie przeszkadzało mi chodzenie do szkoły to jednak cieszyłem się, że miałem wolne od zajęć dydaktycznych. Szczególnie, że był akurat dość ciepły i słoneczny dzień. Dlatego też siedziałem w ogródku na trawie. Ubrany byłem w o wiele za dużą białą koszulkę po bracie i spodnie do kolan, które nosiłem już z dobre dwa lata. Były poprzecierane w niektórych miejscach, a bluzka miała kilka małych dziurek, a jej kolor nie był już taki jak kiedyś. Jednak nie przeszkadzało mi to. Już dawno zdążyłem się przyzwyczaić do tego w jakich warunkach żyjemy. W mych rękach spoczywała książka. Była dość gruba i widniały na niej ślady użytkowania. Niektóre kartki były posklejane, bo zaczęły się rwać. Od samego początku zaciekawiła mnie. Do tego tak długo musiałem na nią czekać. No bo cóż… Nie mieliśmy pieniędzy aby kupować takie rzeczy i jedyną opcją była pobliska biblioteka. Na szczęście w końcu udało mi się dostać w niej upragnioną lekturę. Mój wzrok szybko przelatywał pomiędzy linijkami tekstu. Z każdą chwilą książka pochłaniała mnie coraz bardziej. W mej wyobraźni pojawiały się wszelakie sceny, które właśnie czytałem. Przeżywałem wszystko wraz z bohaterami. Sam nie wiem jak długo tak siedziałem. Całkiem zatraciłem się w historii. Jednak w pewnym momencie mą uwagę przykuł pewien odgłos. Stukanie kopyt. Szybko odłożyłem książkę na trawę obok mnie. Byłem ciekawy co robi tutaj takie niespotykane stworzenie. W końcu w mym miejscu zamieszkania praktycznie nikt nie miał pieniędzy na utrzymanie konia. Chciałem wychylić się za już dość zniszczony płot. Oczywiście nie udało mi się to. Byłem za niski i nic nie widziałem. Szybko rozejrzałem się wokół. Przy ścianie mego rodzinnego domu leżała drewniana skrzynka.
- Powinna się nadać - mruknąłem pod nosem.
Podbiegłem w tamto miejsce i chwyciłem w dłonie wcześniej wspomniany przedmiot. Na szczęście nie był za ciężki, dzięki czemu w miarę szybko udało mi się przynieść go pod płot i ustawić do góry nogami. Postawiłem jedną nogę na skrzynce i nacisnąłem. Nie powinna się raczej zarwać. Po chwili niepewnie wszedłem na nią. Ugh… Dlaczego musieliśmy mieć aż tak wysoki płot. Bo w końcu po co komu taki jak my mamy czyli na jakieś dwa metry wzwyż. Ale oczywiście moi rodzice wiedzieli lepiej kiedy go tworzyli. Chwyciłem się drewnianego ogrodzenia i lekko podniosłem na palcach. Nareszcie udało mi się coś zobaczyć. Zafascynowany wpatrywałem się w widok przede mną. Na ogromnej otwartej przestrzeni, którą zajmowała mieszania łąk i pól, powoli szedł koń. Jak na moje oko był dość duży. W karym umaszczeniu z gniadymi plamkami na tylnej części ciała. Mogłem powiedzieć o nim tylko jedno. Był przepiękny. Wtem przeniosłem wzrok na osobę siedzącą na nim. Z tej odległości nie za wiele mogłem o niej powiedzieć. Jednak co do jednego miałem pewność. Był to jakiś mężczyzna, który na pewno nie mieszkał tutaj. Inaczej znałbym go. Ciekawe kto to był… Czemu tutaj przyjechał… W mej głowie zaczęło pojawiać się coraz więcej pytań na temat nieznajomego. Z ciekawości przechyliłem się trochę bardziej na płot. Niestety okazało się to dość sporym błędem. W momencie skrzynka wysunęła mi się spod nóg. Musiałem przez przypadek ustawić ją na jakimś kamieniu… Jednak wracając. Po tym jak straciłem grunt pod nogami, moje ciało niemalże natychmiastowo przechyliło się na drugą stronę płotu. Przeleciałem przez niego. Na moje nieszczęście zrobiłem przy tym dość spory hałas i uderzyłem się w głowę. Jęknąłem i potarłem ręką bolące miejsce. Powoli otworzyłem oczy, w których stanęły łzy bólu. Obraz miałem zamglony. Jedyne co udało mi się wychwycić to to, że nieznajomy zatrzymał się, a jego głowa była skierowana w moją stronę.

Christian? To co, wracamy do początku historii, nowy start! xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz