środa, 20 czerwca 2018

Od Katfrin CD Tiago

Właśnie odkładałam sprzęt nowej klaczy do siodlarni gdy koń wbiegł do budynku ze strachem w oczach. Podbiegła do mnie pozwalając się złapać. Musiała się czegoś naprawdę przestraszyć. Nigdzie nie widziałam nowego stajennego co mnie zaniepokoiło. Przywiązałam klacz i poszłam szukać chłopaka. Wyszłam z budynku i rozejrzałam się, zobaczyłam go po kilku sekundach. Leżał na ziemi, a wokół niego była mała kałuża krwi.
- Hans! Wezwij lekarza! - krzyknęłam do jednego ze stajennych i sama podbiegłam do rannego. Ukucnęłam obok niego i dopiero gdy coś na mnie zasyczało zrozumiałam, że koń przestraszył się węża, który wygrzewał się w trawie. Złapałam go za ogon i rzuciłam w pobliski las by uciekł. Nie miałam czasu na zanoszenie go tam, wróciłam do nieprzytomnego chłopaka. Sprawdziłam czy oddycha kładąc dłoń na jego klatce piersiowej. Poczułam jak moja ręka unosi się w górę i w dół. Odetchnęłam lekko uspokojona. Krew wydobywała się powoli z lewej dłoni chłopaka. Kość wystawała zza skóry. Klacz musiała go bardzo mocno uderzyć. Zdjęłam swoją bluzkę i zawiązałam wokół rany omijając wystającą białą kość. Nie wiedziałam co mam w tej sytuacji zrobić. Czułam się jak bezsilne małe młode stworzenie, które właśnie straciło matkę i nie wie dokąd się udać by przeżyć. Czułam strach. Wiedziałam co wiąże się ze śmiercią pracowników zamku, jednak nie chodziło też o to. Polubiłam tego chłopaka, był pomocny. Nie tak jak reszta. Chciał pomóc, chciał pokazać, że umie. Inni robili to bo się im płaciło i kazało. Myślę, że za plecami mówią już inaczej o nas niż do nas.Chłopak cicho jęknął, a ja wzięłam jego głowę na swoje kolana by było mu wygodniej, a gdyby się obudził to łatwiej mi będzie go przetrzymać by leżał i się nie ruszał. Czekałam na tego cholernego lekarza jeszcze dobre trzy minuty. Daje mi to dobry argument do zwolnienia tego chuja.
- Jesteśmy - usłyszałam, a ja chciałam spiorunować lekarza wzorkiem jednak ten zwinnie go unikał co jeszcze bardziej mnie denerwowało.
- Zabierzemy go - powiedział, a ja skinęłam głową, popatrzyłam jak jeden z ochroniarzy bierze chłopaka na ręce i idzie z nim w kierunku zamku.

~~~**~~~~


Siedziałam właśnie w swojej komnacie przy lampie naftowej ponieważ było dawno po północy przy jednej ze swoich ulubionych książek. Żartuje. Wypełniałam właśnie papiery za swojego brata, który o nich zapomniał zostawiając je u mojego strażnika. Opuścił zamek jakieś trzy godziny temu, a ja już od ponad dwóch siłuje się z jego notatkami, które są nabazgrane jak kura pazurem. Usłyszałam kroki zza drzwiami, a potem rozmowę.
- Księżniczka już śpi - usłyszałam głos swojego strażnika, który był raczej niewzruszony tym, że ktoś nachodzi mnie o takiej porze. Ach... kochane bezpieczeństwo.
- No trudno porozmawiam z nią jutro - usłyszałam głos o ile się nie mylę Tiago.
- Wejść - zawołałam tak by oboje mnie usłyszeli. Nastała chwila ciszy, a potem drzwi otworzyły się.Nie odwracałam się, czytałam dalej chcąc coś zrozumieć i ogarnąć.
- Jest Pani pewn...
- Czy moje słowa nie są dla ciebie jasne? - przerwałam mu, a on na moje słowa cofnął się o krok i ukłonił.
- Przepraszam - rzekł, a ja skinęłam i przeniosłam wzrok na lekko zdziwionego mężczyznę.
- Wejdź, nie bój się.

Tiago? XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz