- Alexander - przywitałem się i również podałem rękę. - Miło mi cię poznać.
Oboje byliśmy przemoczeni, a lodowaty wiatr nie sprawiał, że czułem się
lepiej. Dziewczyna trzęsła się z zimna, nie dziwię się jej. Upadła
idealnie w kałużę. Zdjąłem swój szalik i podałem nowej znajomej.
- Weź go, tobie teraz bardziej się przyda. Proszę. - Angelika wyglądała
na lekko zdziwioną, gdy wręcz wcisnąłem jej w ręce szalik.
Nastąpiła chwilowa cisza, ale zmarznięta dziewczyna nie czekała długo i owinęła się puchatym materiałem.
- Może zabrzmieć to trochę nieuprzejmie... - zacząłem lekko skrępowany. -
Ale mieszkam niedaleko, a chyba nie będziemy stać na tym deszczu w
nieskończoność, prawda?
- Bardziej przemoczeni raczej nie będziemy - zauważyła. - Chyba muszę jednak odmówić, wrócę do domu, w końcu jestem z psem...
- Dla niego u mnie też się coś znajdzie. A nie mogę pozwolić, aby w taką nawałnice wracałaś sama do domu.
Angelika w końcu zgodziła się. Mieszkałem właściwie tuż za tym
nieszczęsnym rogiem. Dom dostałem w spadku po rodzicach. Jedna połowa
budynku była odnawiana, ponieważ przed kilkoma laty zniszczył ją ogień.
Wnętrze, do którego weszliśmy, wyglądało tak samo, gdy mieszkała tu
jeszcze moja rodzina. Bywam tutaj rzadko i nie mam czasu na jakieś
gruntowne zmiany i przemeblowania. Oczami wyobraźni przypomniałem sobie,
jaki kiedyś panował tu gwar. Wszędzie służba, nieznani mi ludzie i
dalsza rodzina często krzątała się po pomieszczeniach. A teraz mieszkam
tutaj sam i staram się, aby chociaż trochę panował tutaj porządek.
- Zapraszam. - zaprowadziłem Angelikę do kuchni. Włączyłem wodę na
herbatę. Później poszedłem do łazienki po jakieś ręczniki i przyniosłem
koc. Pogoda za oknem zaczynała być coraz gorsza. Deszcz wręcz lał się z
nieba strumieniami. Wróciłem do dziewczyny i podałem jej ręcznik, aby
mogła się osuszyć. Wyjąłem miskę i karmę dla psa, która leżała w szafce i
właściwie czekała.
- Chyba nie masz zwierząt, prawda? - zapytała dziewczyna, gdy położyłem miskę obok jej psa.
- Nie, ale czasami zajmuję się pupilami znajomych, ewentualnie jakiś
rannych przybłęd - wyjaśniłem. - Później szukam im nowego domu. Nie mam
swoich zwierząt, bo prawie cały czas jestem w pracy i chyba by się
zanudziły. Dla mnie idealny byłby kamień.
- Kamień, nie je, nie pije, nie bałagani i chyba nie będę musiał
poświęcać mu aż tyle czasu. - Wyjąłem z torby ptysie, które zakupiłem
wcześniej. Na szczęście wyglądały dobrze i nie były mokre. Położyłem je
na stoliku, po czym dodałem: - Częstuj się.
Po chwili przypomniałem sobie, że przecież nie dałem jej łyżeczki i
talerzyka. Zauważyłem swój nietakt i wyjąłem sztuciec oraz naczynie z
szafki. Odłożyłem je na stolik, obok ciastek. Czajnik głośnym gwizdaniem
dał znak, że woda jest już gorąca. Zaparzyłem herbatę, którą podałem
dziewczynie, aby się rozgrzała. Wyjąłem również cukier. Sam słodzę
kilkoma łyżeczkami, nie wiem jak Angelika. Dopiero teraz usiadłem
naprzeciwko dziewczyny. Wsypałem cztery miarki cukru do swojego napoju i
wymieszałem. Nastąpiła nieprzyjemna cisza. Muszę szybko coś wymyślić,
aby podtrzymać rozmowę.
- Wspomniałaś, że masz jeszcze kota, prawda? - Ukradkiem zerknąłem na
psa, który leżał u stóp swojej pani. Doberman, zadbany. Zawsze lubiłem
tę rasę. Jak dobrze pamiętam, wabi się Joker.
- Tak, nazywa się Demon - odpowiedziała. - Chyba lubisz koty, prawda?
- Niesamowicie - przyznałem. - Kiedyś pewnie jakiegoś sobie sprawię. Mam bardzo dziwny gust, jeśli chodzi o rasy...
- Dlaczego uważasz, że jest dziwny? - Dziewczyna upiła łyk herbaty.
- Od dziecka podoba mi się pewna rasa i chyba uznałbym swoje życie za
niesamowicie zmarnowane, gdybym nie kupił sobie sfinksa. - Zacząłem
wyobrażać sobie różowego kota, który mruczy i leży na moim łóżku. -
Urocze i łyse. Niestety, niewiele osób je lubi.
- Musisz naprawdę kochać koty - przyznała Angelika. - Demon to kot syberyjski. Tylko, że cały czarny.
- Tak, znam tę rasę. Musi być bardzo ładny, nigdy nie widziałem czarnego osobnika.
Angelika milczała, popijając herbatę. Ja sięgnąłem po ptysia, dłużej nie wytrzymam tylko na niego patrząc.
- Chyba cię trochę zanudziłem - powiedziałem speszony, odkładając
talerz. - Przepraszam, jak się rozgadam na temat kotów, nie wiem kiedy
mam się zatrzymać.
W pewnym momencie usłyszeliśmy głośny huk. Po czym za oknem coś mignęło.
Burza. Właśnie tylko tego brakowało. A miało być tak ciepło...
Angelika?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz